Drogi Czytelniku, na stronie tej znajdziesz omówione przeze mnie

nowe publikacje – książki poetyckie, prozatorskie, a także dzieła plastyczne.

Recenzje te ukazały się w czasopismach literackich

oraz na literackich portalach internetowych i stronach wydawnictw.

 

 

 

 

  Edyta Kulczak: Z TEGO WŁAŚNIE POWSTAJĄ 

WIERSZE... -   o książce Janusza Kryszaka Nieme i puste

  - link
     
  Edyta Kulczak: WIĘKSZY KSIĘŻYC– recenzja zbioru

opowiadań Marii Towiańskiej – Michalskiej              Z Ameryką w tle

  - link
     
  Edyta Kulczak: SZUKANIE, SZUKANIE... - o

debiutanckim tomiku Dawida Kraszewskiego Wiersze na porost brody

  - link
     

   Józef Pless: Pro i kontra. Wydawnictwo NOWY ŚWIAT. Warszawa 2015  POSLUCHAJ DUSZY... - Edyta Kulczak

  - link
     

    Łucja Dudzińska: Membrana. Cyrkulacje.  Zaułek Wydawniczy POMYŁKA. Szczecin 2014 - WYSOKO PODNOSISZ NOGI, A I TAK SIĘ POTYKASZ – Edyta Kulczak

  - link
     
  Danuta Bartosz: Zapach kadzidła. Nakład własny.   

Poznań 2015  NAS, ODWRÓCONE TYŁEM KAMIENIE PRZEMIEŃ NA NOWO W LUDZI – Edyta Kulczak

  - link
     

     Maciej Krzyżan: Poezja (nie)hermetyczna i podobne rytmy, czyli idąc dalej. Galeria Autorska. Bydgoszcz 2015 ŚCIEŻKA POGMATWANA DO ŚWIETLISTEGO SZLAKU – Edyta Kulczak

  - link
     

      Joanna Starkowska: Ballada o wyrzynarce. Zaułek Wydawniczy POMYŁKA. Szczecin 2015 TYMCZASEM WSZYSTKO JEST INNE, A TY STOISZ, WCIĄŻ STOISZ I ŚPIEWASZ – Edyta Kulczak

  - link
     

     Agnieszka Wiktorowska-Chmielewska: i tu, i tu. poemik. Towarzystwo Słowaków w Polsce. Kraków 2014 PIERWSZE KROKI – Edyta Kulczak

  - link
     

      Andrzej Wołosewicz: Każdy Twój krok prowadzi nad Styks.  Zaułek Wydawniczy POMYŁKA. Szczecin 2014, BO TY JESTEŚ RZEKĄ KTÓRA WCIĄŻ PŁYNIE W TOBIE – Edyta Kulczak

  - link
     

   Artur Daniel Liskowacki: Capcarap (wydanie drugie, poszerzone). Wydawnictwo FORMA. Szczecin-Bezrzecze 2014. I ODWRÓCIŁ SIĘ DO OKNA Edyta Kulcza

  - link
     

 Anna Augustyniak: Kochałam, kiedy odeszła. Wydawnictwo NISZA. Warszawa 2013, A PRZECIEŻ MIELIŚMY CZARNO NA BIAŁYM NAPISANE… - Edyta Kulczak

  - link
     

Paol Keineg, Jean-Claude Caër, Bruno Geneste: Patrząc z Bretanii (przekł. Kazimierz Brakoniecki): Centrum Polsko-Francuskie Côtes d'Armor - Warmia i Mazury. Olsztyn 2014, TAJEMNICA TRWA – Edyta Kulczak

  - link
     

Łucja Dudzińska: Z mandragory. Stowarzyszenie Literackie im. K.K. Baczyńskiego. Łódź 2013, NA POCZĄTKU BYŁ PUNKT – Edyta Kulczak

  - link
     
   Marek Czuku: Nietrwała kompozycja. Republika 

Ostrowska. Ostrów Wielkopolski 2013. LĘK PRZED PUSTKĄ – Edyta Kulczak

  - link
 

 

Andrzej Hamera, Odlot

 

Edyta Kulczak: Z detali składa się świat, „Protokół Kulturalny”, 2014
 


  Obserwując dorobek Andrzeja Hamery, można zauważyć dwa przenikające się nurty – szczególnie hołubi malarstwo realistyczne, zamiłowanie do szczegółu i wierność w odzwierciedlaniu rzeczywistości doskonalszą niż w życiu, rodem z malarstwa niderlandzkiego i holenderskiego XVI – XVII wieku, by nagle zaskoczyć surrealistyczną wizją świata, gdzie detal nie traci jednak na znaczeniu. Wizje surrealistyczne artysty budzą szczególne emocje, zawierają symbole i znaki pochodzące z najtajniejszych zakątków ludzkiego umysłu i podświadomości, z duszy i serca. Mówią głośno i prowokują.
 

  Szczególnie interesującym wydaje mi się olejny obraz o pozornie zwyczajnym tytule Odlot. Mierzy się on z wewnętrznym światem duchowego i emocjonalnego odbioru rzeczywistości. Olbrzymie skrzydła, pochodzące prawdopodobnie od wielkich rzadko spotykanych ptaków, dźwigają w górę, a przedtem wyrywają z bólem fragmenty konstrukcji murów, schodów, balustrad, drzwi, ogrodzeń monumentalnych budowli. Domyślamy się, że to wspaniałe niegdyś pałace i zamczyska, które stanowiły filary ludzkiej egzystencji, sadowiąc ją w konkretnej przestrzeni. Może pochodziły ze świata nierzeczywistego, ze świata dziecięcej wyobraźni, ze świata ukształtowanego przez opowieści, baśnie i legendy. To filar pierwszego wyobrażenia o świecie. Na obrazie przeprowadza się on na wielkich skrzydłach w inne byty - niebyty, w cierpieniu rozstaje się z materią umysłu i uczuć, z którą był zrośnięty. Wyrwany z korzeniami pozostawia dół – tak – dosłownie dół, wielką krwawiącą wyrwę, w którą z czasem napływa woda – zapowiedź życia. Na miejsce starych struktur, ideałów, marzeń, napływają nowe światy jeszcze nieznane. Zastanawiająca jest faktura materii, na której osadzony jest świat tej dynamicznej przemiany. Przypomina dno wyschniętego jeziora, bagna albo po prostu pofałdowany ludzki mózg. Części mądrości człowieka – może już zbyt naiwnej – odlatują. Ale ta wyprowadzka nie budzi obaw – odbywa się na skrzydłach ( symbol nieba, anielskości, poetyckości, boskości) i szybuje w górę, w kierunku jasnej smugi światła rozpraszającej się szeroko ku dołowi. To proces naturalnego dojrzewania człowieka. Szybowania w górę. Dorastania albo wyrastania z naiwnego pojmowania rzeczywistości. Zmierzania w kierunku może bolesnego rozwiewania pierwszych ideałów, ale tworzenia się w człowieku wizji dojrzałego odbioru rzeczywistości i ludzkiego istnienia, w którym nieodłącznie przenikają się dwie kontrastowe sfery – sacrum i profanum, ziemskości i nieskończoności.
 

  Malarskie wizje Andrzeja Hamery wzbogacone są o myślenie metaforyczne i filozoficzne. Wywołują nie tylko estetyczne przeżycia i zachwyty, zmuszają do refleksji, prowokują wewnętrzny świat uczuć odbiorcy do wydania głosu, a intelektualny – do podjęcia wysiłku nad zrozumieniem tej plastycznej werbalizacji świata.
 

 

 

Bez w ogrodzie

O książce Danuty Bartosz Tylko smutek jest wierny

 

Niewiele jest książek, które tak obnażają duszę człowieka, odkrywają przed odbiorcą prawdę niby już dotkniętą, skądś znaną, omówioną wiele razy, ale pogłębioną do tego stopnia autentyczności doznań, że da się ją wchłonąć jako własną i przeżyć po swojemu… O książce Danuty Bartosz da się chyba powiedzieć, że potrafi wyzwolić w odbiorcy to, czym prawdziwa sztuka chlubi się od początku swojego istnienia, a co starożytni Grecy nazwali słowem katharsis – czyli w luźnym tłumaczeniu - kąpielą duchową, oczyszczeniem duszy, dotknięciem tego, co najważniejsze, co bliskie Boga, co pojawia się w tych momentach istnienia ludzkiego, kiedy człowiek staje najbliżej Niego, dotyka bezpośrednio prawdy, wchodzi do gmachu Mądrości, który zbudował On dla nas, a od którego skomplikowany labirynt korytarzy życia każe nam poruszać się w różnej odległości – raz zbliżać się, raz oddalać.

Na szarych, czarnych, szarych znowu kartkach pojawiają się słowa, zapisana tragedia życia, zamknięta w triadę napięcia emocjonalnego – od niepewności, lęku, zadziwienia  -  do paraliżującego strachu, przerażenia bliskością śmierci, zawieszenia w próżni – i znowu lęku, niepewności, smutku, rozczarowania, poszukiwania…

Wiersze są ascetyczne w formie, przemyślane. Słowa tkane chybotliwym kordonkiem konstrukcji dającej złudzenie kruchości i nietrwałości. Wiszą jak ciężkie kamienie – raz zwyczajne, proste, surowe i ostre, innym razem drogocenne. Wiszą na zbyt delikatnym łańcuszku myśli, pragnień, zwierzeń, wyobrażeń, który sprawia wrażenie, że może nie udźwignąć ciężaru, że w którymś miejscu przerwie się jak nić i rozsypie wszystko w chaosie egzystencjalnego zagubienia i bezradności. Dlatego prośba podmiotu lirycznego do instancji najwyższej o twardy sznurek, porządne spoiwo, „głębokie wkopanie”, by wiatr nie rozszarpał nagiego, nie odzianego w siłę świata wartości… A on przetrwa. Powiedzie ludzki los naturalnymi koleinami, mimo przeżytej tragedii… Bez w ogrodzie wiosną nie zapomniał zakwitnąć…

 

Edyta Kulczak

     

Drzewa nie zapomną zakwitnąć na wiosnę…

Z błękitu i ochry Jolanty Pawełczyk

  

Istnieje właściwie jedna pora roku… Świat jesieni, spacerów, liści i drzew, zachwytów na płaszczyźnie życia, gdzie nawet wtedy, gdy zimno i niemrawo, oddycha się stosunkowo łatwo… Świat listopada dusznego od mgły i końca nie dusi środkiem, nie odbiera powietrza, można go przeżyć, chociaż przy pewnym zniecierpliwieniu, normalnie, bo kończy się przewidywalnie – za miesiąc… I cóż, że ktoś odszedł, coś przeminęło, ktoś się nie odwrócił, nie powiedział czegoś lub powiedział za dużo… I cóż, że chmury i woda to jedno, że słońce obniża kąt padania promieni akurat w listopadzie do granic boleści wewnętrznych oczekiwań, jeśli człowiek po prostu jest, tylko jest, tylko po prostu na to patrzy, malując słowem obrazy…

 

jesień pisze swoją opowieść

powtarzalną od wieków

zaskakującą jak zawsze

ku uciesze poetów

                                   („Jeszcze jeden wiersz o jesieni”)

 

W wierszach Jolanty Pawełczyk przyroda i człowiek wędrują tą samą drogą. Człowiek chce z nią być w różny sposób – patrzeć, dotykać, podziwiać, zostawiać siebie, być. Traktowana jest jako raj wewnętrzny, źródło radości i ukojenia, świadomy powrót do łona, stapianie się w jedno (wtulam się w świat, z którego wyjść nie chcę „Wiersz wakacyjny”). Czasami jest jak kochanek, z którym obcuje się całą istotą, co przybiera różne formy pieszczot: wtulanie się, całowanie, śmianie, płacz, szept, kołysanie, otulanie, przygarnianie, a nawet wgarnianie w siebie… przez co człowiek i natura to jedno, tworzą sobą potęgę życia.

Natura zresztą żyje jak człowiek – święte buki mają dziś synów („List do Wojtka Bellona”), a brzoza błogosławi ludzi. Człowiek ze swoimi przeżyciami odmalowany jest najczęściej na jej tle. Jest jego powierniczką i lekarstwem na samotność i odrzucenie – ból ginie w szczelinie nocy („Kotwica”), chowane pod powiekami letnie obrazy mają wspierać w zimowy czas („Wiersz wakacyjny”). W wielu wierszach daje się zauważyć nawet tożsamość odczuć człowieka i rytmu pór roku:

 

nagły cień rozciął sierpień

oddzielił lato od jesieni

nożycami bólu

przepołowił czas

                                   („Nagły cień”)

 

Wśród zachwytów nad naturą ciekawą pozycję uzyskują kasztany. Kasztan – symbol jesieni, symbol umierania i potencjału utajonego życia. Kasztan u autorki to talizman, szczególny znak, czasem istota prawie żywa, która budzi w człowieku instynkt opiekuńczy. Pojawia się w wierszach jako wyraziciel raz – tęsknoty (za ciepłem, za życiem, za dawnym nim, za domem lat dziecięcych), raz – potęgi natury i jej nieuchronnych prawd zarówno w sferze ciągłości i powtarzalności pór roku, jak i przewidywalności praw rządzących losem ludzkim. Kasztan urasta momentami do wielkości obiektu czci sakralnej albo macierzyńskiej troski. Jego wielkość wyraża się w patetycznym opisie, personifikacjach i licznych apostrofach.

 

upadł nagi na przystanku park

nieświadomy przekroczenia granicy lata (…)

wokół świat

nieprzeczytana księga (…)

wtula się chętnie w moją dłoń

bezpiecznie zasypia w kieszeni

pierwszy kasztan

                                   („Znaleziony”)

 

Tomik Jolanty Pawełczyk to opowieść człowieku – opowiedziana wprost historia najpierw o człowieku jako części natury, potem o człowieku, który doświadcza wszystkiego, co dane człowiekowi. Niczego nie trzeba się domyślać, poszukiwać czy tworzyć… Człowiek ten jest nazwany, nie kryje tajemnicy istnienia: podziwia, doznaje, odchodzi, smuci się, tęskni, wspomina. Przede wszystkim wspomina minione – nie niezwykłe – minione jak najbardziej oczywiste i spodziewane – ciastka na stole, bluszcz na werandzie, gniazda ptaków, zapach opuszczonego domu już na schodach prowadzących do niego, twarze tych, co odeszli… Z tego składa się życie każdego.

Obrazy natury przenikają się z obrazami miasta, trzeciego po naturze i człowieku bohatera tej opowieści. I miasto wydaje się wśród nich najsilniejsze, ekspansywne, zagarniające przestrzeń dla siebie. Wchodzi do parków i starych domów, anektuje obszar w myślach człowieka – postukuje w rynnach deszczem, dokucza nieustępliwym szumem, pokazuje światłem latarń przystanki, tunele, wiadukty, szyny, tramwaje, zgrzyty… Miesza się w opowieść akacji na ścianie nocy, wśród morza kamieni i betonu zostawia lepszą cząstkę świata - małą kasztanową wyspę. Jak ze snu dziecka… Jak z podróży dziecięcych zabaw….

         To pierwszy tomik poetycki autorki, może dlatego tak oczywisty, choć nie naiwny. Układa życie w wiersze, formuje w sposób prosty, bez kunsztowności i skomplikowanej metaforycznej głębi literacki fundament dla budowli, która może wznosić się każdym kolejnym wierszem.

Istnieje właściwie jedna pora roku – z błękitu i ochry… Za rok przyjdzie kolejny listopad i znowu liście spadną z drzew, a pod nogi potoczą się kasztany…

Ale błękit i ochra to coś więcej, to Niebo i Ziemia - Bóg i Człowiek – tajemnica i twardo udeptana droga… Błękit to sacrum, ochra –  to sacrum wyrażające się w ziemskości. Od najdawniejszych czasów ochra kojarzona była z krwią, a przez to pierwiastkiem życia. Używano jej do barwienia ciała przed uczestnictwem w rytuałach, naznaczano nią umarłych, co było symbolem wiary w ponowne narodziny lub życie po śmierci. A więc w życie wieczne.

Jolanta Pawełczyk widzi je i wie, że istnieje. Ale werbalizuje je w rozważaniach czysto elementarnych. Misterna koronkowa robota Boga w akcie tworzenia kosmosu, pogmatwanego i skomplikowanego, nieograniczone możliwości człowieka w jego odkrywaniu i nieodkryty sam człowiek - z boskością i dzikością w sobie... to wszystko jeszcze przed autorką. W tym tomiku zmierzyła się z człowiekiem widzialnym, z człowiekiem na płaszczyźnie świata, wśród natury – dzieła Boga.

                                                                                  Edyta Kulczak

     
 

Do góry