kołysze się w tobie huśtawka

 

 

impresja jesieni


 
dąb zajmuje więcej przestrzeni w myślach
niż jesion. możliwe że natura dała ci postać
drzewa. liście powoli chłoną rdzawość powietrza.
pień nosi worek pleców z głową wtuloną
w ramiona.
 
nie muszę patrzeć wysoko by zrozumieć
trwanie. tam razi słońce.
lubię siedzieć u stóp twojego głosu.
dotykać wilgotną szorstkość.
szukać dziwności w omszałych
szczelinach.
nie suszyć opadłych liści.
 

 

 
wiosna


 
wahasz się pomiędzy warkoczami a głową.
rozkraczyńska w ażurowych pończochach
huśta Szekspira głośno wyczytując przekleństwa.
stary poeta. patrzysz blisko na czerwony nos z zimna
włochatą gąsienicę której nie zjadły jeszcze mrówki
zdjęte do twojej kieszeni majtki.
przesuwasz w pośpiechu zdjęcia. pozuje
z perłami między udami pod drzewem co gubi
igły i zakwita na nowo.
 
 

 

 
łóżko


 
przytul się do niego zapomnij o zimnie
zaciśniętym w ustach nie każdy umie
o uczuciach anioł to naiwne przebranie
może nawet dla boga dorosłej kobiecie
nie wypada o skrzydłach
 
wypada nie wypada wypada nie wypada
najprostsza wyliczanka początku i końca
których nie da się obmyślić
przytul się zapomnij o zimnie
kołysze się w tobie huśtawka ktoś odmierza
swój czas i raz i raz i raz –
błaha zabawa z dzieciństwa
 
jak zaciskanie mocno w oczach gwiazd
jedna w kącie kosmosu jaśniejsza niż całe niebo
przez krótki czas i znowu
 
 

 

 

brakuje miejsca przez które można podać antidotum


 
samotność nosi czerwone szpilki
głośno się śmieje
ma wiele rąk i oczu
 
znosi na swój temat szereg inwektyw
począwszy od lichego pochodzenia
wytykania niedostatków urody
po śmiałe groźby rozbicia jej łba butelką
 
czasami się przemądrza – to dramatyczna próba
ratowania własnego imienia -
wyjmuje z zakamarków ciągle ostatnie
kawałki szkła nalepia plaster
przysłania włosami lub swetrem
 

 

 

 

do Chirico


  
miasto w czarno-białej odbitce
tysiące katedr siedzących sobie na głowie
całkowicie przysłaniają niebo
nawet na zwykłych skrzyżowaniach
kwiaty mają zęby
ciężkie od ziemi odwłoki
człowiek wpięty w dwa wymiary uśmiecha się
uśmiecha się uśmiecha
 
obejrzą jak rozebrany odchodzi
wyświetleń: 4043
jak dobrze - rzadko śnisz
 

 

 

 

gdy awatar śpi


 
 cisza cisza przed wschodem…
chciałaby dosunąć krzesło do stołu i usiąść blisko.
zabrać się nawet za tę czystą płócienną robotę
z której obrzydliwie kpi. próbować coś pomóc.
wyjęta z sukni wygląda retro jak inni.
jakoś podobnie blado. wkurza się i przeklina.
właśnie w szczegółach jest. słyszy tę samą muchę
nad głową. nie wykrzyknie na głos kurwa.
czasem zawiązują się języki.
 
 
 

 

pies


  
gdybyś chociaż miał psa pisałbyś jaka jest noc
pisałbyś o niewyraźnych cieniach za oknem
czułabym chłód zapach papierosa znieruchomiałą
głowę która nastawia uszu
gdybyś miał psa czułabym jak przemarzłeś
jak rozmyślasz w półmroku kładłbyś mi rękę na usta
patrzył czy nie uchyla się firanka

 

 

 

 

Do góry