anioły nie zawsze są białe...

 

Pałac w Wąsowie

 


a w tamten ranek
kwitły już stokrotki
i ptaki głośno
na coś narzekały
pachniało wiosną
więc ich narzekania
jedynie
drzewa puste
rozumiały


pachniało wiosną
i cieszyło wszystko
i niskie niebo
i wiatr
i chłód mglisty
i jego kroki
grzęznące na drodze
zmieszane
z trawą, chmurami i deszczem


pachniało wiosną
końmi, stokrotkami
skrzypieniem bryczki
spojrzeniem kochanym
tylko te ptaki
głośno narzekały
a wiatr niósł echem
z zapachem
ich głosy





Anioł


Na schodach
do mojego domu
usiadł Anioł
a skrzydła
zagrodziły
całe wejście
 
Przyglądali mu się
wszyscy sąsiedzi
omijali
roztoczoną białość
dookoła
 
A ja patrzyłam
zdziwiona przez okno
i nie wyszłam
na jego spotkanie
 
nie wiem
sama
dlaczego

 



Bryczka
 


i jeszcze żeby mocniej
kołysało
gdy przeskakują
z nogi na nogę
w swoich zabawnych
butach zimowych
wiosną
 
bo jak kołysze
on mnie przecież musi
trzymać za rękę
podpierać ramieniem
żebym nie spadła
w tę trawę świeżą
i nieśmiałą jeszcze
 
i wtedy mogę
mocniej się przytulić
śmiać z rozbawieniem
i patrzeć na drzewa
bez liści jeszcze
 
i spuszczać oczy
kiedy na mnie patrzy
i czekać cicho
kiedy usta swoje
do moich
zbliży
wreszcie

 


* * *
 


a mówiłeś
że jestem
nie z tego świata
bo tak zabawnie
układam nogi
gdy stoję
 
a moja twarz
przypomina
smutnego anioła
gdy płacze
 
a moje oczy
w których ciszę
ktoś namalował
kilkoma kropkami
nie mają końca
więc je muszę
zakrywać rzęsami
lub dłonią twoją
szybko
 
i mówiłeś
że kochać mnie
to być gdzie indziej
gdzieś dalej
dalej
całkiem dalej
i nie da się
stamtąd
powrócić
tak łatwo
 
a wróciłeś

 



Jesień



Obeszła wkoło
drzewa
i przycupnęła
przy mnie
na brzeżku
ławki
jeszcze zielonej
lecz posmutniałej trochę
przykurzonej
 
Tyle emocji
w sobie niosła
tyle wzruszeń
i pocałunków
w głowie
tyle za nią
szło
i nie ma
 
Chciała się
chyba zwierzyć
i powzdychać
wspólnie
spojrzała w moje
oczy nieruchome
i na ręce
w rękawiczkach
na kolanach
złożone
 
- wstała
i odeszła
 

 


* * *
 


Śniłam o truskawkach
tak jak chciałeś
i o niebie śniłam
nie takim zwykłym
błękitnym
lecz takim
przy tobie
 
gdy trzymasz
mnie za rękę
i pewnym wzrokiem
śledzisz nawet
liście na drzewach
i śmiejesz się
z moich smutków
i szybko je
rozwiewasz
 
z niedowierzaniem
łapię twoje
słowa
i podbiegając
zaglądam im w oczy
czy to jest żart
czy nie żart?
 
idę obok
ciebie
jak dziecko
jem truskawki
czerwone
czerwieńsze od tamtych
z zeszłego lata
to nie żart
 

 


* * *
 


ja chcę dla ciebie
przyrządzić wieczerzę
a potem siedzieć
po twej prawej stronie
nalewać wino
do twego kielicha
winogronowe
 
potem chcę umyć
twoje stopy
włosami wytrzeć
wszystkie krople złote
wonnymi olejami
namaścić całe ciało
po dobrej wodzie
 
przy twoim śnie
chcę czuwać
śpiewać ci piosenkę
jak noc całunem cichym
okrywa oczy twoje
i smętne myśli
 
i chcę przy tobie zostać
byś tylko
na mych ustach
kładł pocałunki
swoje
gdziekolwiek jesteś

 



Zima



Nie śpiewam już
dla ciebie
bo słowa tracą barwę
i ulatują zimną parą
donikąd
 
Nie śpiewam już
dla ciebie
bo jeden ciepły oddech
nie wystraszy
zimy
 
Rozpanoszyła się na dobre
pokryła mrozem wszystkie drogi
zatarła ciepłe niegdyś
krajobrazy
 

 


* * *



zapytałam wreszcie
Boga
czy o miłości
mówi zawsze
to samo
bo sam ustalił
wszystkie prawa
a tę uczynił
najważniejszym
 
poszukał w głowie
wzniósł oczy
do nieba
pogładził brodę
policzek ręką potarł
 
no przecież napisano
że miedź, że cymbał brzmiący
że trzeba, że przykazał
że można chyba
że czysta
że gdy wymyślał
to mu się wydawało
że prościej będzie
a teraz -
dać mu spokój
śpieszył się przecież wtedy
jest stary
i zmęczony
wróci do domu
zamknie się w pokoju
odpocznie
i pomyśli
raz jeszcze
bo trudno tak od razu
z tą miłością
naprędce

 

 

* * *


 
Anioł od Alicji jest wyzwaniem
dla wszystkich aniołów
już z daleka uwodzi złudną pozą
skromnego rozmodlenia
 
najbardziej śmieszy jego gibkie
wygięcie w pasie rozbrykane oczy
rude włosy czerwony naszyjnik
i to nieświęte złożenie rąk
 
mówi ono wznosząc wzrok błagalnie
Boże… muszę trzymać tak ręce
bo jestem aniołem i inaczej
nikt mi nie uwierzy
 

 



Schadzka




przywitała nas
droga wysypana żwirem
stukot
moich obcasów
przerażonych sobą
obok ciebie
nic nowego
bo dłonie splecione
w pośpiechu
wzrok
przeskakujący
z kamienia
na kamień
tak po prostu


w szelest płaszcza
wplątane
dotyki i słońce
ludzie
dosyć daleko
a słowa
do ucha
tylko dla mnie


i potem w cieniu
usta
i żal
że tak krótko
o rozstaniu
na chwilę
bez ciebie
na długo
jak na zawsze
 




Nie przypadkiem ludzie wymyślili Boga


 


Na początku
dali mu dom
bezpieczny
wszędzie
 
a potem
dali mu
siłę nadludzką
i mądrość niezgłębioną
 
a potem
dali mu
miłość której
pragną sami
i wszechwładną moc
przebaczania
 
i rzekli ludzie:
panuj nad nami
nad naszymi myślami
nad naszymi sercami
nad naszymi ciałami
i nad naszym niebem
 
i wreszcie
bali się go
stworzonego
od początku
 
bo widzieli
że był
dobry
 



* * *


 
w mojej głowie
urządziłeś sobie mieszkanie
i pomieszkujesz w nim
kiedy chcesz
bez względu
na mnie
 
masz tam mały
ale wygodny pokoik
z widokiem na jezioro
jak na morze prawie
i ciepłą przystań
w trzcinach
koło rozlewiska
 
odwiedzam cię często
zbyt często nawet
i bez zapowiedzi
 
myślę czasem - nie wypada
kobieta z taką pozycją
odwiedza mężczyznę
sama w jego domu
jeszcze ktoś
przyłapie nas razem

 

 

 


 

Do góry